III.: Jak dobrze jest mieć przyjaciół, którzy mają takie odmienne charaktery i którzy zawsze poprawią humor. >> niedziela, 12 października 2008 02:03:48
OMG! Tak strasznie wstyd jest mi, iż obiecałam, że notki będą pojawiały się częściej w wakacje, a nie dotrzymałam słowa. Jestem okropna i zła. Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam!
Jednak mam nadzieję, że mi to wybaczycie ;)
Jest późno, więc proszę nie dziwić się, gdy znajdziecie w notce błędy, bo zdążyłam stworzyć ją chwilę temu pod wpływem weny, która na całe szczęście mnie naszła. Nie zanudzam już, życzę jedynie miłego czytania ;d


Dni stawały się coraz krótsze i mroźniejsze. Jesień za oknami rozszalała się na dobre. Było szaro i brzydko. Często padał deszcz pozostawiając za sobą kałuże i błoto. Zielone liście drzew zaczęły zmieniać swój kolor i spadać, a niebo nie dopuszczało nawet najmniejszych promieni słońca. Wiatr stał się porywisty i mroźny. Gałęzie drzew hulały na różne strony świata przy czym wydawały jakby ciche szepty. Wypady do Hogsmead były odwołane do czasu poprawienia się pogody. Uczniowie całe dnie spędzali w zamku na nauce, lub też na zwykłym leniuchowaniu. Jak zwykle w takie dni pokój wspólny Gryffindoru był zaludniony i gwarny. Niektórzy próbowali uczyć się, bądź czytali książki. Następni zaś grali w Szachy Czarodziejów, Eksplodującego Durnia, a także w inne gry typowe dla czarodziei. Jednak byli też tacy, co nie robili kompletnie nic. Siedzieli po prostu w fotelach i patrzyli prosto przed siebie, próbując myśleć, co niestety nie było możliwe w takim hałasie. Wysoki blondyn raptownie wstał z miejsca, spojrzał na zegarek i ze strachem malującym się na twarzy, szybkim krokiem ruszył ku wyjściu. Gdy znalazł się tuż za obrazem, zaczął zbiegać po schodach tak szybko, iż można było zobaczyć jedynie zarys jego postaci. Już lekko zasapany chłopak zatrzymał się przy wejściu do Wielkiej Sali i oparł się o ścianę. Oddychał szybko próbując się uspokoić. Chwilę później usłyszał za sobą ciche przywitanie. Odwrócił się tak gwałtownie, że aż coś przeskoczyło mu w szyi. Skrzywił się jedynie, jednak gdy zobaczył przed sobą postać rudej dziewczyny czuł, iż cała twarz mu płomienieje. Przywitał się i obydwoje ruszyli w kierunku biblioteki.
- Michael, dziękuję, że zgodziłeś się pomóc mi w tych lekcjach. Ja nawet nie mam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi. Gdyby tak mama dowiedziała się, że nie radzę sobie z eliksirów..
Chłopak jedynie zaśmiał się i skinął głową w kierunku dziewczyny, że rozumie ją. Wstydził się odezwać. Ta mała wpędzała go w takie zakłopotanie.. Cholernie mu się podobała, ale nie mógł jej tego powiedzieć. Serce krajało mu się, gdy Lily opowiadała mu o swoich randkach z innymi chłopakami. Bolało go to, jednak wiedział, że to wszystko nie miałoby sensu. To siostra jego przyjaciela, a poza tym ona także była jego przyjaciółką. Nie mógł powiedzieć jej, że ją kocha, bo wiedział, że wszystko pomiędzy nimi by się zepsuło. Na razie wolał trzymać się na dystans, choć wiedział, że długo tak nie wytrzyma.
- Hej, Michael słuchasz mnie? - spytała z pretensją w głosie dziewczyna.
- Tak, jasne. Przepraszam, zamyśliłem się. Mówiłaś coś? Dziewczyna spojrzała na niego podejrzliwie, a za chwilę na jej twarzy wystąpił szeroki uśmiech.
- Już wiem! Pewnie jakaś dziewczyna chodzi ci po głowie. – powiedziała i uniosła do góry brwi w taki śmieszny sposób.
- A żebyś wiedziała.. – jednak odpowiedział to tak cicho, że aż niedosłyszalnie..

***

Nadszedł wieczór i właśnie miał odbyć się trening Quidditcha. Wielu nowych uczniów siedziało już na trybunach i czekało na rozpoczęcie. Wreszcie, z miotłą w ręku na środek wyszedł kapitan drużyny gryfonów. Był to wysoki chłopak, z czarnymi włosami i ciemnymi oczami. Na jego widok dziewczyny westchnęły głośno i wpatrywały się w niego jak w obrazek, a każdy jego ruch sprawiał, iż one rozpływały się. Jednak on spojrzał się tylko na jedną dziewczynę, która siedziała w najniższym rzędzie i szeroko się do niej uśmiechnął. Bezgłośnie wypowiedział do niej dwa słowa, które sprawiały ogromna radość w każdym sercu. Kocham cię. I nie trzeba było już nic więcej dodawać.. Brunetka z lokami odpowiedziała mu tym samym. Teraz, James Potter był już gotowy do gry. Po kolei zaczął wzywać każdego, kto zapisał się wcześniej na listę. Było wiele uzdolnionych osób, ale także trafiali się tacy, którzy nie umieli nawet porządnie utrzymać się na miotle. Jednak mężczyzna się tym nie przejmował. Przez siedem lat zdążył nauczyć się już cierpliwości.
Najstarszy Potter wywoła grupę osób, które jako ostatnie zapisały się na listę. Wśród nich znajdował się młodszy brat kapitana - Matthew. Trzymał on w ręku swoją nową miotłę i teraz rozglądał się po trybunach. Aż w końcu, gdy zobaczył to czego chciał wsiadł na miotłę i zaczął wykonywać w powietrzu wszystko to, co nakazał brat. Szybował w powietrzu, ale myślami był gdzie indziej. Od czasu do czasu delikatnie zerkał na postać panny Case. Parę razy zauważył, że także ona się jemu przygląda. W takich momentach szybko odwracał wzrok i udawał, iż zawzięcie słucha poleceń brata. Serce wtedy zaczynało bić mu jak szalone, choć on nie wiedział z jakiego powodu. Wytłumaczył to tym, iż przejmował się kwalifikacjami. W głębi duszy wiedział, że to nieprawda. Jednak wolał swoją wymyśloną wersję, niż tą, która niestety tkwiła w jego głowie.
Trening zakończył się. Wszyscy zaczęli się rozchodzić w swoje strony. Matt wziął miotłę pod rękę i ruszył do zamku, gdzie czekała na niego kolacja. Burczało mu w brzuchu, a poza tym był śpiący. Chciał jak najszybciej znaleźć się w swoim łóżku, jednak na razie nie było mu to dane. Usłyszał, że ktoś z oddali woła jego imię, więc zatrzymał się i czekał aż ta osoba do niego podejdzie. Chłopak dokładnie wiedział kto go nawoływał, jednak miał nadzieję, że to jednak ktoś inny. Niestety wbrew jego prośbom przed jego oczyma pojawiła się Heidi.
- Panie Potter. Chciałam tylko ci zakomunikować, iż twoje ostatnie zniknięcie ze szlabanu nie oznacza, że masz już go z głowy. Wręcz przeciwnie. Teraz dostajesz dwa tygodnie kary. Skonsultowałam to z dyrektorem i on w pełni się ze mną zgadza. Tak więc oczekuję ciebie codziennie o 20 przed biblioteką. Do zobaczenia! – zakomunikowała i odeszła. Matthew stał w miejscu jak zamurowany. Jeszcze nigdy w życiu nie dostał dwa tygodnie szlabanu. I to na dodatek od praktykantki..
Wszedł do zamku przez duże wejściowe wrota. Skierował się od razu do Wielkiej Sali, mimo, iż odechciało mu się jeść. Miał nadzieję, że zastanie tam swoich przyjaciół. I nie mylił się. Przy stole Gryffindoru siedzieli jego kumple. Zdenerwowany usiadł pomiędzy nimi nie zważając na to, że Jason właśnie obściskiwał się z jakąś panienką. Gdy już ciemnowłosy przyjaciel zdążył na niego nawrzeszczeć, Matt powiedział im o swoim szlabanie.
- Ale babka ma tupet! Jest praktykantką, a rządzi się jakby była już nie wiadomo kim. – Jason, tak jak przewidywał Potter, oburzył się i zaczął rzucać przekleństwa na Heidi. Zaś Michael jak zwykle zachował zimną krew i uspokoił obydwóch. Jak dobrze mieć przyjaciół, którzy mają takie odmienne charaktery i którzy zawsze poprawią humor.

komentarze [16]

II.: Takim dziwnym uczuciem jest, gdy patrzysz na siebie i widzisz kogoś innego niż byłeś sprzed laty. >> poniedziałek, 16 czerwca 2008 22:48:43

Witam. Chciałam wszystkich i każdego z osobna przeprosić za to, że przez tak długi okres czasu niczego nie dodawałam. Wiem, obiecałam, że ten rozdział pojawi się szybciej.. Niestety nie dałam rady. Teraz możecie mnie poćwiartować, ukatrupić i wszystko po drodze. ^^ Ale na szczęście za 4 dni wakacje, więc możecie być pewni, że notki będą pojawiały się znacznie częściej ;d Oczywiście dziękuję za taka wyrozumiałość :] A co mogę powiedzieć o tym rozdziale.. No cóż, wiem, że niektóre momenty mogłam opisać lepiej, ale jakoś tak wyszło. I przepraszam, że jest ona taka ponura. ;**

Miłego czytania :

Hogsmeade było wioską uwielbianą i najbardziej oblężoną przez czarodziejów. Wspaniałe miejsce na wypoczynek dla uczniów Hogwartu. Znajdowały się tam sklepy ze smakołykami, z odzieżą, puby i kawiarnie. Te ostatnie miejsca to ulubione miejscówki młodych Hogwartczyków*. Największe tłumy panowały zawsze w Trzech Miotłach; w starym i wysłużonym pubie, który znajdował się tam od pamiętnych czasów. Mimo tego tam zawsze panował gwar i wspaniała atmosfera. Uczniowie siedzieli w ciepłym pubie w te najmroźniejsze dni, jak i w te cieplejsze, popijając najlepsze z całej wioski kremowe piwo, które było, jak lekarstwo na zranioną duszę.
To wyjście do Hogsmeade było takie jak inne. Wszędzie pełno ludzi. Uczniowie wchodzili i wychodzili ze sklepów, każdy zmierzając w swoją stronę. Młodzi chodzili wraz ze swoimi przyjaciółmi bawiąc się w najlepsze i ciesząc się z wyjścia.
Tylko pewien chłopak szedł samotnie z rękoma w kieszeniach i rozglądając się dookoła. Serce zaczęło mu bić, jak szalone, gdy spostrzegł, że w jego stronę zmierza niewysoka dziewczyna z długimi czarnymi włosami. Matt miał słabość do tej nastolatki, jednak Sophie była wybranką serca Jamesa Pottera. Matthew miał żal do brata. Za to, że jest on lepszy od niego, za to, że został prefektem Gryffindoru, za to, że miał każdą dziewczynę na wyciągnięcie ręki. Czasami zastanawiał się, dlatego jego bratu zawsze wszystko układa się tak wspaniale. Miał pretensje do świata, że ludzie zawsze porównują go z Jamesem. A przecież on jest inny, niż swój brat! W głębi duszy chciał być choć w części podobny do niego. Nie przyznawał się do tego, a nawet nie chciał się przyznać. Wtedy ludzie by mu współczuli, a on tego nienawidził. Brzydził się współczuciem, jednakże pragnął tego, aby to i jemu w życiu było tak wspaniale, jak bratu. Ojciec od małego powtarzał mu, aby cieszył się życiem na każdym kroku, bo nigdy nie wiadomo, kiedy można je stracić. Ale nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Raz jest z górki, raz pod górkę. A wydawać by się mogło, iż życie zawsze będzie dla nas łaskawe..
- Gdzie twoi koledzy, Matt? - spytała dziewczyna i podniosła do góry brwi, co jeszcze bardziej dodało jej uroku.
- A może tak: cześć Matthew, jak dawno cię nie widziałam. Co u ciebie? - odpowiedział rozbawiony chłopak pytaniem, na pytanie. Sophie tylko prychnęła i dała chłopcu kuksańca w bok. Młody Potter i brunetka ruszyli dalej uliczką rozmawiając.
- Matt, wybacz, że się spytam, ale rozmawiałam z Jamesem.. - zaczęła niepewnie dziewczyna.
- Nie! - chłopak prawie krzyknął - Nie mam ochoty rozmawiać dzisiaj o tym, co mój braciszek ci powiedział, a czego nie powiedział, jasne?
Dziewczyna jedynie spojrzała się na niego, ostentacyjnie odwróciła się i odeszła.
- Hej, Soph, poczekaj - krzyknął za nią chłopak - Przepraszam!
- Nie chce mi się z tobą gadać - odkrzyknęła i poszła dalej.
- Cholera! - wrzasnął na cały głos i kopnął leżący obok kamień - Dlaczego ja zawsze muszę wszystko zepsuć? Co jest ze mną nie tak? - spytał sam siebie i skierował się do pierwszej lepszej kawiarni. Usiadł przy najciemniejszym stoliku, jednym gestem przywołał kelnera i zamówił Ognistą Whisky. Siedział tam przez dłuższą chwilę zamawiając co raz więcej do picia. Teraz już nic go nie obchodziło. Miał gdzieś, że mogą wyrzucić go ze szkoły. Był łajdakiem i niedorajdą. Miał dość życia w cieniu sławnego tatusia, który pokonał Voldemorta i braciszka, który zawsze wszystkim imponował mądrością i inteligencją. Nie tak sobie wymarzył swoje życie. Zawsze chciał sam decydować o tym, jak ludzie będę go oceniać. A teraz? Teraz wszyscy oczekują, że będzie on kochany i mądry. Ich niedoczekanie - powiedział, zostawił pieniądze na stoliku i wstał. Zakręciło mu się w głowie, jednak trzymał się na nogach. Jeszcze nie wiedział co zrobi. Pragnął właśnie w tej chwili udowodnić wszystkim, że on także może być sławny. Skierował się w stronę boiska do Quidditcha. Lekko zataczał się po drodze, inni uczniowie dziwnie na niego patrzyli, ale jego to nie obchodziło. On postawił sobie cel i musiał go wykonać. Szedł dalej, wiatr uderzał w jego twarz i dostawał się do płuc. Nogi zaczęły się pod nim uginać. Jeszcze bardziej zakręciło mu się w głowie. Zatrzymał się na chwilę i usiadł na jakimś kamieniu, jednak po chwili się z niego stoczył. Jego zmysł równowagi pierwszy raz wystawiony był na taką próbę. Matthew zamknął oczy i leżał na chłodnej ziemi. Znowu miał dość wszystkich. Nawet przyjaciół, którzy teraz wydawali się mu tacy obcy. Nie wiadomo czemu, ale właśnie w tej chwili zapragnął towarzystwa praktykantki. Zrobiło mu się dziwnie wesoło, gdy zobaczył, że właśnie ona zmierza w jego kierunku.
- Dzień dobry, proszę pani - podniósł się lekko do góry, zaczął machać rękoma i krzyczeć do Heidi. Ona podeszła do niego, złapała go za kołnierz kurtki i podniosła do pozycji siedzącej.
- Wie pani co? Miałem dziś taki zły dzień, ale bardzo panią lubię. Jest pani taka ładna. Ma pani chłopaka, prawda?- chłopak zaśmiał się i znowu zatoczył na ziemię.
- Chłopcze, co ty ze sobą zrobiłeś? - Panna Case przerażona tym widokiem nie wiedziała co ma zrobić. Postanowiła pójść z nim do zamku. Pomogła mu wstać, wzięła na swoje ramię jego rękę i ruszyła w stronę bram Hogwartu.
- Mogę się pani o coś spytać? Czy pani także uważa, że jestem takim cholernym dupkiem? Do niczego się nie nadaję, prawda? - spytał półprzytomny chłopak.
- Nie, nie uważam abyś był dupkiem. Ale teraz cii, już nic nie mów. Porozmawiamy w zamku.

###

Następnego dnia chłopak obudził się z okropnym bólem głowy. Wstał z łóżka i zdziwił się, dlaczego nie jest u siebie w pokoju. Nie pamiętał co robił wczoraj, miał taką pustkę w głowie. Ale teraz przynajmniej nie czuł nic, wszystkie smutki wczorajszego dnia odeszły jakby w nie pamięć. Teraz rozejrzał się po sypialni. Była ona bardzo stylowa i od razu można było rozpoznać, że urządzała ją kobieca ręka. Chłopak z początku nie zauważył osoby leżącej na kanapie, dopiero, gdy 'coś' z drugiego końca pokoju odezwało się do niego.
- Widzę, że szanowny pan Potter wreszcie się obudził. Jak główka, boli? - spytała szatynka z kpiną w głosie.
- Eee, przepraszam, ale co ja tu robię? - zdezorientowany, przyglądał się pannie Case.
- Nie pamiętamy wczorajszego dnia? Pomogę odświeżyć ci pamięć. Dostałeś szlaban, jednak ty postanowiłeś go sobie olać i mimo mojego zakazu zjawiłeś się w wiosce. Później upiłeś się tak, że sam nie potrafiłeś normalnie dojść do zamku. Znalazłam cię leżącego gdzieś na ziemi i pomogłam ci wrócić. Takim oto sposobem znalazłeś się w mojej sypialni. Teraz już pamiętamy? - Heidi nadal zwracała się do Pottera z kpiną i pogardą. - I wiesz co jeszcze ci powiem? Zachowałeś się jak gówniarz. Myślałam, że jesteś odpowiedzialny i na tyle dorosły, aby przyjść na jakiś pieprzony szlaban, wykonać go i po sprawie. Jednak zawiodłam się na tobie. No cóż, przykro mi z tego powodu.
- Czy pani nigdy nie była młoda, czy co? Nie miała pani żadnych problemów? - zapytał zdegustowany chłopak.
- Oczywiście, że tak. Miałam wiele problemów, ale nie zatapiałam ich w alkoholu.
- A co pani może wiedzieć o tym wszystkim! Moje całe życie jest do dupy! Rozumie pani?! Do dupy. Czuła się pani kiedykolwiek jak śmieć? Jak osoba, która nikomu nie jest potrzebna i która jest nic nie warta?
- Nie, ale..
- No właśnie. Więc niech pani nie pieprzy mi takich głupot, że pani się na mnie zawiodła. Ja sam zawiodłem się na sobie. Chciałem być kimś lepszym, kimś ważniejszym. A kim jestem? Nikim.. - powiedziawszy to, chłopak ruszył w kierunku drzwi by po chwili zamknąć je z głośnym hukiem. Zbiegł szybko po schodach, miał dosyć całego życia. Chciał aby ludzie zaczęli go szanować. Aby zauważyli, że jest on wartościowym człowiekiem, a nie tylko kopią ułożonego rodzeństwa.
Matthew wybiegł ze szkoły. Na dworze padało, było szaro i nieprzyjemnie. Pogoda zdawała się całkowicie zgrać z jego samopoczuciem. Chłopak założył kaptur na głowę i szedł byle jak najdalej od wszystkich. Woda ściekała mu z mokrego kaptura. Krople deszczu uderzały lekko o jego twarz, która teraz nie wyrażała już żadnych uczuć. Była bez wyrazu, niczym niebo unoszące się nad jego głową. Matthew skierował się w stronę jeziora, którego tafla zawsze była gładka. Jednak teraz wyglądała tak złowrogo i mętnie. Deszcz kapał i kapał, tworząc coś co nie przypominało tego jeziora w porze letniej. Chłopak uklęknął nad jego brzegiem i zobaczył swoje zamazane odbicie. Ciemne włosy i jasne oczy. Dziwny kontrast, który niewątpliwie dodawał uroku. Takim dziwnym uczuciem jest, gdy patrzysz na siebie i widzisz kogoś innego niż byłeś sprzed laty. Niegdyś wesoły i rozgadany chłopiec, teraz dorastający, cichy mężczyzna z wieloma problemami, które wydają się nie do rozwiązania..
- Niech to szlag! - krzyknął i uderzył pięścią w wodę, rozmazując odbicie, wydające się mu zupełnie obce.

* Nie wiem, czy taka jest poprawna tego forma.
komentarze [35]

Epilog.: Nic, nigdy nie zmieni tego, co zapisane w księdze życia zostało. >> piątek, 16 maja 2008 23:44:26

Dodaję ten epilog z miłość-forever tutaj na mylogu, ponieważ nie wyobrażam sobie, że miałabym go w ogóle nie dodać. Przepraszam tych, którzy nie będą mieli okazji go przeczytać.
Tej notki nie zadedykuję nikomu, bo nie uważam, aby była ona powalająca, ale za to podziękuję:
Mojej małej, kochanej Olusi ;**, która była ze mną przez cały czas. Wtedy, gdy było źle, a także wtedy, gdy było wspaniale. Ty zawsze rozśmieszałaś mnie do łez, tak, że później chodziłam cały dzień z uśmiechem na twarzy, przypominając sobie nasze rozmowy. Chciałam podziękować Ci, że akceptujesz mnie w każdym stopniu i że przy Tobie mogę być tym kim chcę. Kocham Cię i nigdy nie zamieniłabym Ciebie na nikogo innego. Ale Ty chyba to wiesz, prawda? < 3333
Mojej Królewnie ;** właśnie za to, że jesteś moją Królewną, a ja Twoim Królewiczem. ;d Za to, że rozmawiając z Tobą śmieję się w niebo głosy z Twoich świetnych pomysłów. Za Nasz niedoszły zespół i za 'miłość' do gadów. Koch, koch < 3333
Olci ;** Ty byłaś ze mną od początku mojego opowiadania i to chyba właśnie dzięki Tobie ono powstało. Pokazałaś mi, że ja także mogę pisać. Pomogłaś mi z całym Mylogiem i zawsze mówiłaś, co muszę jeszcze w notkach poprawić. A poza tym to za wszystkie nasze rozmowy, na gadu i w komentarzach. ;****
Uluś ;** Za te nasze niedoszłe plany napadu na Chłopca, Który Przeżył. Właśnie dzięki Tobie mogłam sobie pomarzyć o rzeczach niekoniecznie realnych. I jeszcze za to, że tak świetnie piszesz notki i za to, że po prostu jesteś ;****
Osób, którym chciałabym podziękować jest oczywiście stokroć więcej, jednakże skasowali mi miłość-forever i nie pamiętam adresów. Przepraszam i oczywiście dziękuję tym wszystkim, którzy komentowali moje notki. To dla Was pisałam i starałam się robić to, jak najlepiej umiałam. Mam nadzieję, że moje opowiadanie się Wam podobało i że tak szybko ono nie zostanie zapomniane. Pragnęłam, aby historia miłości Hermiony i Harry'ego była czymś wyjątkowym i niezwykłym. Aby ludzie czytając ją mieli wrażenie jakby to była ich własna historia. Nie wiem czy mi się to udało. Bardzo chciałabym, aby tak było. Wiem, że wielu wątków nie dociągałam do końca, jednak próbowałam to zmienić i teraz niewątpliwie mam nauczkę na przyszłość.
Strasznie ciężko było napisać mi ten epilog, ponieważ jest on pożegnaniem się z całą historią H&Hr. Może za szybko potoczyła się ta cała akcja w nim, ale ja właśnie tak chciałam. Czytając go radziłabym włączyć sobie tą piosenkę. Pisałam go dość długo, wiele zmieniałam, poprawiałam. Usuwałam, a następie pisałam od początku. Może robiłam to, żeby tak szybko nie dodać tej notki.. Ale wiem, że nie ma sensu tego dłużej odwlekać, tak więc kończę mój wywód i zapraszam do przeczytania i wydania ostatecznej opinii ;)
Jedyne, co mi teraz pozostaje to powiedzieć żegnam i bardzo, ale to bardzo dziękuję.
Miłego czytania :

#11 lat później#

Witam. Dziś obchodzimy niezwykle ważny dzień w społeczności czarodziejów. Dla wszystkich ta data powinna być pamiątką po tym, jak Harry Potter naraził swoje życie, stoczył ostateczną walkę z Voldemortem, po czym zniknął. Tak, teraz bez strachu możemy wypowiadać imię tego strasznego czarnoksiężnika, nie bojąc się o życie bliskich, jak i swoje.
Nie wiadomo, jak Harry'emu udało się tego dokonać. Nie wiemy także, gdzie zniknął. Jednak mamy nadzieję, że pewnego dnia pojawi się on wśród nas cały i zdrowy. Dlatego też pokażmy Harry'emu Potterowi, jak bardzo jesteśmy wdzięczni za uratowanie naszego świata.

Te zdania wypowiadała reporterka czarodziejskich wiadomości. Hermiona oglądała je z okropnym bólem głowy i zastanawiała się, gdzie podział się wybranek jej serca. Czy jeszcze żyje, czy jest bezpieczny i czy jeszcze o niej pamięta..


Lato dobiegało końca, choć pogoda wcale na to nie wskazywała. Niebo było tak bezchmurne. Drzewa utrzymywały nadal swój zielony kolor, który był niczym lekarstwo na zranioną duszę, a ludzie na około mieli nieskazitelnie dobre humory.
Mała grupka na oko jedenastoletnich dziewczynek skakała szybko na skakankach. Z ich twarz można było wyczytać beztroskę i szczęście, które towarzyszyło zabawie. Ludzie przechodzący obok wyczuwali te radosne uczucia emanujące właśnie z dzieci. Bo one, choć czasem są niepozorne, sprawiają to, że na naszych twarzach gości uśmiech. Gdy mamy zły humor potrafią powiedzieć jedno słowo, które sprawi, iż do końca dnia jesteśmy szczęśliwi. Dzieci są z nami nawet wtedy, gdy dorośli odwrócą się do nas plecami. One nie rozumieją, co to znaczy wyrządzić komuś dużą krzywdę. Po prostu są z nami na dobre i na złe.
- Holly, kochanie. Przyszedł list do ciebie - zawołała, stojąca w progu jednego z domów kobieta, machając nad głową kopertą. Dziewczynka o ciemnych włosach, wesołych kocich oczach, ładnych rysach twarzy i z okularkami na nosie przestała kręcić skakanką i szybko pobiegła do domu. Tak dumna była, gdy okazało się, że to list z Hogwartu..



Dzień pierwszy września, tak ważny dla jedenastolatków, którzy dziś po raz pierwszy mieli zjawić się w szkole Magii i Czarodziejstwa, dzieci miały już ze sobą. Teraz nowi uczniowie Hogwartu zwiedzali zamek, poznając jego tajemnice. Dla wszystkich niesamowitym uczuciem było to, gdy przechodzili obok mówiących do nich obrazów i duchów. A także ruszające się schody były czymś niezwykłym. Nowym nie przeszkadzało to, że niespodziewanie zmieniały one swój kierunek, ponieważ to wszystko ociekało magią. To wszystko było takie ekscytujące. Dzieci nie mogły oderwać oczu od pięknego sklepienia w Wielkiej Sali, a także od ogromnej sterty jedzenia na czterech stołach, każdego domu.
Teraz nastolatkowie siedzieli w swoich pokojach wspólnych i zdawali swoim rodzicom listownie relacje z całego dzisiejszego dnia. Tak robiła także Holly Granger.
Cześć Mamo!
Zostałam przydzielona do Gryffindoru. Jestem strasznie z siebie dumna. Trafiło mi się dormitorium z trzema bardzo miłymi dziewczynami. Hogwart jest wspaniały. Nie sądziłam, że jest on, aż tak magiczny. Cieszę się, że chodzę tutaj do szkoły. A wiesz kto jest dyrektorem? Ten Harry Potter, o którym tyle słyszałam w wiadomościach. W szkole panuje z tego powodu straszny chaos, choć ja nie rozumiem dlaczego. Zresztą teraz to jest nieważne. Tęsknie za tobą. Napiszę jutro, gdy skończę lekcje.
Pozdrów dziadka.
Całuję.
Twoja kochająca córka, Holly.


Parę dni później Hermiona otrzymała list od swojej córki. Odpieczętowała go, a wraz z tym, gdy jej wzrok znajdował się coraz niżej, ona robiła się coraz bledsza..

Powrót do szczęśliwych wspomnień jest przyjemny. Dla Hermiony, która znalazła się w Hogwarcie po jedenastu latach, taki właśnie był. Pełen wspomnień o miłości i wspaniałej zabawie towarzyszącej trójce nierozłącznych przyjaciół. Ludzie mówili, że ich znajomość skończy się wraz ze skończeniem edukacji w magicznej szkole. Jednak mylili się. Harry, Ron i Hermiona, tego samego dnia w którym mieli opuścić swoją ukochaną szkołę, wyryli na wielkim dębie napis : Przyjaźń na zawsze! I przyrzekli sobie, że mimo przeciwności losu będą starali się nie zatrzeć tych więzi, które ich łączyły. Niestety czasami jest tak, że pomimo wszystkich wypowiedzianych wielkich słów, nie zawsze udaje się ich dotrzymać. Ludzie niekiedy sami rezygnują z takiej znajomości, jednak ta trójka została rozdzielona przez los. A to co los, dla nas przygotował jest już nieodwracalne. Trzeba się z tym pogodzić i żyć dalej, mając nadzieję na lepsze jutro.
Teraz starsza już Hermiona weszła do Wielkiej Sali, która mimo upływu lat kompletnie się nie zmieniła. Znajdowało się tam pięć stołów. Dla uczniów Gryffindoru, Slytherinu, Hufflepuffu, Ravenclawu i dla nauczycieli. Sklepienie tego dnia było prawie bezchmurne. Można było wypatrzeć tylko parę chmur i pomyśleć, że mogą one wraz ze swoim przyjściem oznaczać wielkie kłopoty.
- Hermiona? - kobieta odwróciła się, gdy usłyszała za sobą czyjś znajomy głos. Spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła to, czego pragnęła, a zarazem obawiała się. Przed nią stał jej ukochany. Jej Harry Potter, którego kochała nadal mimo upływu tylu lat. Bo takiej miłości się nie zapomina. Ona zawsze tkwi w naszym sercu.
- Harry - Hermiona spojrzała na mężczyznę, który mimo upływu lat kompletnie się nie zmienił. Nadal nosił okulary i miał zmierzwione włosy - Harry, ty cholerny dupku! Jak mogłeś mi to zrobić?! Jak mogłeś tak po prostu odejść bez pożegnania?! I dlaczego do cholery pojawiasz się po tylu latach?! Czy ty wiesz, jak ja sie czułam przez te jedenaście lat? Czy ty wiesz, jak bardzo cierpiałam nie mogąc ciebie zobaczyć? Myślałam, że już nigdy cię nie spotkam..
- Kochanie, to nie jest tak, jak myślisz..
- Kochanie?! - spytała z ironią Hermiona - Nie masz prawa tak do mnie mówić po tym co zrobiłeś, rozumiesz? - krzyczała kobieta i okładała bruneta pięściami - Każdego dnia, przez jedenaście lat miałam nadzieję, że pojawisz się w progu mojego domu. Że pojawisz się, aby zobaczyć swoją córkę. Jest tak podobna do ciebie. Ma twoje rysy twarzy. - Teraz Hermiona na zmianę krzyczała i płakała, niczym małe dziecko. Tak bardzo pragnęła zobaczyć Harry'ego, jednak musiała dać upust emocjom. Nie mogła tak po prostu przytulić się do Pottera i udawać, że wszystko będzie już dobrze. Za bardzo cierpiała przez te wszystkie lata, aby teraz ot tak być z powrotem z Harrym bez słowa wyjaśnienia.
- A nie pomyślałaś, że dla mnie to także było trudne?! Myślisz, że dlaczego odszedłem od ciebie bez pożegnania?! Bo chciałem cię chronić. Nie zniósł bym, gdyby i tobie się coś stało. Za dużo osób już straciło życie dla mnie i przeze mnie. Musiałem sam zmierzyć się z Voldemortem. Zrobiłem to dla ciebie, dla Rona i dla reszty których kochałem. Przepraszam. Wiem, że teraz zwykłe przepraszam nie wystarczy, ale to jedyne, co mogę powiedzieć. Nie chciałem cię skrzywdzić. Kocham cię i wiem, że nie zasłużyłem na to, abyś i ty mnie nadal kochała. Zrozumiem jeśli teraz odejdziesz. Pozwól mi jedynie poznać naszą córkę.
Hermiona, co ci jest? - Harry podbiegł do szatynki, która osunęła się na podłogę z niewyraźną miną - Hermiona słyszysz mnie?!
- Harry, och Harry. Gdyby to było takie proste.. Wiedz, że ja także cię kocham, a zarazem nienawidzę za to, że opuściłeś mnie na tyle lat. Musiałam nauczyć się żyć bez ciebie. Było mi ciężko, ale jak widzisz dałam sobie radę. Musiałam. Dla Holly, dla Rona, dla taty i nawet dla ciebie, choć nie miałam pojęcia czy jeszcze kiedyś wrócisz. A teraz stoisz tu przede mną. Masz nadal te piękne i kochające zielone oczy. Jednak muszę ci coś powiedzieć..
- Nie mów nic, już niosę cię do skrzydła szpitalnego.
- Nie, Harry. Daj mi skończyć. Posłuchaj mnie uważnie i proszę nie przerywaj mi. Jestem chora..
- Tak, wiem, widzę..
- Harry! - krzyknęła Hermiona słabym głosem - Jak już mówiłam, jestem chora. Mam białaczkę. Lekarze wykryli ją rok temu i dali mi właśnie tyle życia. - kobieta przymknęła na chwile oczy i uśmiechnęła się - A mogliśmy jeszcze ułożyć sobie życie.. Mam do ciebie prośbę. Zaopiekuj się Holly. Na pewno będziesz dobrym ojcem. Wychowaj ją na porządną osobę. Wiem, że sobie poradzisz. Przytul ją tak mocno ode mnie i ucałuj. Poza tym pomóż mojemu ojcu i Ronowi. Teraz będą oni mieli w tobie oparcie. A co do twojej osoby to mam tylko jedną prośbę. Ułóż sobie życie z inną kobietą, a zarazem pamiętaj o mnie.
Pamiętaj o naszej przyjaźni i miłości. Kocham was wszystkich.. - Powiedziawszy to Hermiona zamknęła oczy i odeszła tam, gdzie nie ma już powrotu. Tam, gdzie ponoć ludzie są bardzo szczęśliwi.
- Nieeeeeeeeee..
To był krzyk. Krzyk mężczyzny, który stracił coś, co nadawało sens jego życiu.
Ich miłość była darem od Pana. Jednak nic, nigdy nie zmieni tego, co zapisane w księdze życia zostało..

Dziękuję bardzo ;*
komentarze [35]

I.: Mówi się, że to oczy są odzwierciedleniem duszy. >> czwartek, 20 marca 2008 15:22:34
Hi ;*
No dobra, pojawił się ten następny rozdział ;d Wiem, że długo trzeba było na niego czekać, ale wcześniej naprawdę nie miałam czasu. Przepraszam i postaram się, aby następna notka pojawiła się znacznie szybciej, o ile oczywiście nauka mi na to pozwoli xD
Tą notkę dedykuję Olaś i Kokoś < 33 Dziękuję za wszystko i kocham ;****
Ach, i mam nadzieję, że długość Was zadowoli ;)
Miłego czytania ^^ :

Zadzwonił dzwonek; wszyscy uczniowie zerwali się z miejsc i zaczęli szybko opuszczać salę. Jedynie pewien chłopak siedział dalej w ławce i czekał.
- Pamiętajcie o wypracowaniu na poniedziałek - krzyknęła za nimi kobieta - A, pan panie Potter proszę za mną do mojego gabinetu.
Pokój praktykantki urządzony był bardzo stylowo. Gdy weszło się do gabinetu od razu można było wywnioskować, że Heidi była miłośniczką transmutacji; no około znajdowało pełno książek o tej właśnie tematyce.
Brunet rozsiadł się wygodnie w fotelu, zrzucił torbę na podłogę i znudzonym wzrokiem odprowadził nauczycielkę, która wolnym krokiem kroczyła w stronę swojego biurka.
- Matt.. Mogę tak na ciebie mówić?- spytała, gdy tylko usiadła na miejsce. On wzruszył ramionami, więc mówiła dalej. - Możesz mi powiedzieć, jaki był powód spóźnienia się tym razem na moją lekcję?
- Zaspałem, przepraszam. - odpowiedział patrząc jej w oczy. Panna Case także wpatrywała się w chłopaka. Widziała w jego brązowych oczach żal i smutek. Jej babcia zawsze powtarzała, że to oczy są odzwierciedleniem duszy. Że z oczu można wyczytać więcej niż mogłoby nam się zdawać. Tak było w przypadku tego chłopaka. On, choć starał się ukryć za swoją maską, nie miał wpływu na to co można wyczytać oczu. Nie wiadomo jakby się starał, to oczy i tak zawsze powiedzą prawdę.
Heidi tylko zastanawiała się, co takiego dzieję się w umyśle Matthew'a. Dziewczyna od małego miała jedno marzenie - aby móc czytać w myślach. Wtedy wielu ludziom mogłaby pomóc, ponieważ wiedziałaby jakie mają problemy i pragnienia. Czy to nie była wspaniała wizja? Tak cudownie byłoby, gdyby można było pomagać innym. Jednak bywa też tak, że gdy próbujemy pomóc wszystkim na około, to zapominamy o swoich potrzebach. Możemy wtedy zagubić się w świecie, zapominając o swoim miejscu na ziemi. I o swoim przeznaczeniu, które nam wszystkim jest dane, abyśmy mogli według niego żyć. Dlatego też lepiej jest, gdy żyjemy własnym życiem. Gdy możemy uczyć się na własnych błędach..
Panna Case wstała z foleta, podeszła do okna i otworzyła je szeroko. Potrzebowała świeżego powietrza. Bolące wspomnienia z młodości zawsze dawały o sobie znać w tych najmniej właściwych momentach, gdy chcielibyśmy, aby one odeszły w niepamięć. Żeby nie nawiedzały nas nigdy więcej i aby nie wywoływały w nas tego cholernego uczucia bezsilności. Niestety nie zawsze jest tak, jak poukładamy to sobie w głowie. Zazwyczaj, gdy myślimy, że już wszystko jest dobrze, dzieję się coś co burzy nasz świat układany niczym domek z kart.
Heidi jeszcze chwilę stała przy oknie wdychając powietrze, aby dać upust emocjom i wszystkim swoim nie poukładanym myślom. Wróciła do biurka ze stoickim spokojem wymalowanym na twarzy, a siadając z powrotem na fotel, wzięła jedną ramkę ze zdjęciami do rąk i schowała ją do głęboko do szafki. Przeczesała włosy jednym ruchem ręki i zwróciła się do młodego Pottera, który nadal siedział w jej gabinecie.
- A, więc dobrze. Przyjdziesz do mnie w sobotę o dziesiątej. Jest wyjście do Hogsmeade, lecz ty nie pójdziesz. Pomożesz naszej bibliotekarce segregować książki. - Myślę, że to oduczy cię spóźnialstwa.
- Ależ proszę pani.. - krzyknął oburzony i skonsternowany. Lecz ona tylko podeszła do drzwi, otworzyła je co oznaczało, że nadszedł koniec ich rozmowy. Chłopak spojrzał na nią wzrokiem, który równie dobrze mógłby zabijać, wziął torbę i wyszedł z gabinetu, nie omieszkując przy tym trzasnąć drzwiami.

###

Sobota przyszła w zaskakująco szybkim tempie. Matthew obudził się bardzo wcześnie. Tej nocy nie spał dobrze. Budził się co chwilę, miał kilka okropnych snów. Dlatego, gdy tylko słońce zaczynało świtać, chłopak wstał z łóżka i skierował się do łazienki. Zapełnił wannę wodą, aż po same brzegi, wlał płyn do kąpieli i zanurzył się. Musiał wiele rzeczy przemyśleć. Myśli w jego głowie były nie poukładane. Krążyły sobie swoją własną drogą, bez wiedzy właściciela. Właśnie dlatego młodemu Potterowi była potrzebna gorąca kąpiel. Miał nadzieję, że to pomoże pozbierać mu myśli w jedną logiczną całość. Przymknął oczy i rozmyślał nad całym swoim dotychczasowym życiem. Czy osiągnął coś co byłoby godne uwagi? Czy może przez ten rok stanie się coś co odmieni jego życie? On nie znał odpowiedzi na to pytanie, czas pokaże co jest mu przeznaczone. Matt miał jedynie nadzieję, że los będzie dla niego wyrozumiały..
Minęła godzina, choć chłopcu wydawało się, że minęło dopiero kilka minut. Otworzył oczy i po chwili doszło do niego, że ktoś walił pięścią w drzwi i krzyczał coś niezrozumiałego. Wyszedł z wanny i poślizgnął się na mokrej posadzce, uderzając głową w kafelki.
Cholera, cholera, cholera - zaczął przeklinać w myślach, wstając z podłogi i stwierdzając, że ostatnio wszystko idzie mu na przekór, jak i to, że nabił sobie wielkiego guza z tyłu głowy.
- Matt, utopiłeś się tam, czy co? - zawołał rozbawiony kolega zza drzwi. Potter ubrał się i ze złością otworzył drzwi od łazienki, o mały włosy nie uderzając przyjaciela.
- Oho widzę, że ktos tu jest w złym humorze. Co jest, stary? - spytał oparty o framugę Jason. Od dzieciństwa był to najlepszy przyjaciel Matthewa. Znali się od małego, mieszkali niedaleko siebie. Gdy dostali list z Hogwartu wyobrażali sobie, jak wspaniale będzie, gdy dostaną się do tego samego domu..
Jeden drugiego był siebie wart. Obydwoje lubili łamać zasady. Choć w ich przyjaźni było jeszcze wiele do życzenia, oni wiedzili, że mogą na sobie polegać.
- Och, zamknij się Jason. - warknął Matthew i pośpiesznie opuścił dormitorium, które dzielił jeszcze z drugim swoim najlepszym przyjacielem.
Michael Malfoy, syn Draco, jednak jego całkowite przeciwieństwo. Do dziś nikt nie wie, jak stało się to, iż trafił on do Gryffindoru. Przecież mówią, że Tiara Przydziału nigdy się nie myli. I w tym przypadku także się nie pomyliła. Chłopak był niezwykle szlachetny i odważny. Poza tym miał przyjazny charakter, nie dało się go po prostu nie lubić..

###

O dziesiątej Matthew Potter zjawił się przed szkolną biblioteką przeklinając po drodze tych, którzy z radością szli w stronę wioski. Wyobrażał sobie w myślach, że on także idzie razem ze swoimi znajomymi na kremowe piwo do ich ulubionego pubu. Przez chwilę miał nawet ochotę uciec sprzed biblioteki, jednak wiedział, że to by tylko pogorszyło jego sytuację. Więc został tam słysząc wesołe śmiechy uczniów, dochodzące z otwartych okien.
Oparł się o ścianę, złożył ręce na piersi i czekał aż pojawi się praktykantka.
Po chwili spojrzał na zegarek. Było osiem po dziesiątej. Chłopak rozejrzał się po korytarzu teraz, już zupełnie pustym i nie myśląc dłużej nad tym co robi uciekł stamtąd, kierując się w stronę głównych bram szkoły Magii i Czarodziejstwa.


Życzę wszystkim wesołych świąt Wielkanocnych ;) Bogatego zająca, smacznej kiełbasy i czegoś tam jeszcze ^^ Spędźcie je w przyjemnym i ciepłym gronie rodzinnym :] No i jeszcze życzę tego samego, co życzyłam na Boże Narodzenie, czyli dużej weny twórczej w pisaniu notek xD

I nadal proszę, aby ten, kto chce być informowany o nowych notkach wpisał się do księgi, wraz ze swoim numerem gadu. ( Nie dotyczy tych osób co się wpisały xD )

komentarze [71]

Prolog.: Hogwart. Miejsce tak niezwykłe i magiczne. >> czwartek, 28 lutego 2008 15:55:27
Ha.! Ruszyłam z nowym opowiadaniem xd Na początku to zapraszam do działu 'o mnie', bo inaczej to ani rusz ^^
I tak ja wiem, że notka jest strasznie krótka, ale nie chciałam, aby prolog był długi ;)
Niebawem powinno pojawić się coś nowego ;d
W ogóle to ogromnie chciałam podziękować Uluś;** Za ten boski szablon < 33, który możecie oglądać :]
A notkę dedykuję wszystkim, którzy ją przeczytają ;*
I mam nadzieję, że wyrazicie szczerą opinie na jej temat ;) Miłego czytania ;*

Hogwart. Miejsce tak niezwykłe i magiczne. Niejeden dałby odciąć sobie rękę, aby znaleźć się w tej szkole. Jednak znajdowali się też tacy u których to miejsce budziło niechęć i odrazę. Wśród nich był Matthew Potter..

Szesnastoletni chłopak, z ciemnymi włosami szedł dość szybko jednym z korytarzy Hogwartu. Długa szata z godłem Gryffindoru plątała mu się między nogami, a torba zwisająca z ramienia kołysała się niebezpiecznie. Na około było cicho. Można było usłyszeć tylko ćwierkanie ptaków, które dochodziło z pięknych obsianych jeszcze zielenią Hogwardzkich błoni. Brunet spojrzał na zegarek; przeklął pod nosem przyspieszając kroku. Wyszedł zza rogu i coś mocno odepchnęło go do tyłu, powalając przy okazji na ziemię.
- Uważaj jak chodzisz! - krzyknął wstając z podłogi z obolałą miną. - Ach to ty. - zmieszał się gdy zobaczył przed sobą swoją młodszą siostrę. Dziewczyna miała dość długie rude włosy i zielone oczy.
- Matt dlaczego jeszcze.. - Lily zmarszczyła brwi.
- Właśnie zmierzam w stronę klasy, siostrzyczko - syknął jej do ucha głosem przepełnionym złością; minął ją i podszedł dalej jakby nigdy nic.
- Matt, Matthew poczekaj! - krzyknęła i pobiegła za nim nadaremnie. Brat już zniknął jej z oczu.

###

Chłopak znalazł się przed klasą parę chwil później. Złapał za klamkę i mocno pchnął ciężkie mosiężne drzwi, które wydały z siebie strasznie głośne skrzypienie. Wszystkie głowy, jak jeden mąż odwróciły się ku niemu. Praktykantka notująca coś na tablicy także zwróciła głowę w jego stronę. Była to młoda kobieta. Jej włosy były rozpuszczone i spoczywały spokojnie na ramionach, a niebieskie oczy wyrażały smutek.
- Potter dostajesz szlaban. Przykro mi, ale to twoje trzecie spóźnienie w tym tygodniu, nie mogę tego dłużej tolerować. Co się z tobą dzieje? - spytała i spojrzała na niego przenikliwym wzrokiem. - Proszę zostać w klasie po lekcji. - Dodała tylko i z powrotem zaczęła prowadzić lekcję.
Chłopak usiadł na swoim miejscu, złożył ręce na piersi i z rozzłoszczoną miną wyczekiwał końca lekcji..


A teraz bardzo proszę, aby ten kto chce być informowany o notkach wpisał się do księgi wraz ze swoim numerem gadu ;)

komentarze [40]

Niewiarygodna historia

Póki jeszcze Twoje serce nie przestało dla mnie bić, w Twoich oczach mam następny świt. I więcej nie potrzeba mi, nie zabierze tego nikt, póki jesteś Ty.



Dedykacja

Cały ten blog i każdą notkę dedykuję : mojej najukochańszej Olaś ;*. Kochanie Ty motywowałaś mnie do założenia tego bloga. Ty dajesz mi siłę by dalej żyć. Ty pomagasz w tych najbardziej beznadziejnych sytuacjach, gdy wydaje mi się, że już nigdy nie będzie dobrze. Ty dajesz mi to co najważniejsze - miłość. Wiesz, gdyby nie Ty nie było by tak samo. Kocham Cię najmocniej Skarbie < 333


Rozdziały

Prolog
I
II
III



Przyjaciele

sztuka-kochanializ-malfoymezczyzni-mysla-tylko-o-jednymwhen-you-dancecameleonAdolescencjatender-touch


Stowarzyszenia




Okładka

Szablon i avatar wykonała w pocie czoła Uluś, tylko i wyłącznie dla Milenki ;*. Zdjęcia z słodkich i utalentowanych, pattern z da, więcej grzechów nie pamiętam. Chyba nie muszę mówić, że jaki kolwiek rodzaj kradzieży jest zabroniony ?